27 sierpnia 2017

Po maturze

Cześć!
Mój blog na długi czas znów umarł. Wciąż aktywnie jednak prowadzę instagrama, także - zapraszam!
Ostatni post pojawił się w maju, między maturami. Od tego czasu wiele się wydarzyło.

Przede wszystkim - zdałam maturę! O ile z wyników z podstaw jestem bardzo zadowolona, tak z przedmiotów rozszerzonych mniej, ale ostatecznie zdałam. Dostałam się także na studia - od października będę studentką Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Przyznano mi miejsce w akademiku, niestety w pokoju trzyosobowym, ale może będę mieć tyle szczęścia, by trafić na naprawdę sympatyczne współlokatorki - wszystko okaże się jesienią.

Długo zastanawiałam się, czy na wakacje podjąć się jakiejś pracy, czy nie. Ostatecznie, gdy już postanowiłam mieć najdłuższe wakacje w życiu, zadzwonił do mnie dyrektor z Obornickiego Ośrodka Kultury z propozycją stażu. Bez zastanowienia zgodziłam się. Bardzo lubiłam spędzać tam czas, bywałam i na imprezach, które mnie interesowały, i na takich, których sensem dla mnie było przegadanie ich w kuchni z pracownikami. Staż mam do końca września, więc praktycznie nie mam wakacji, ale ... nie żałuję. Chociaż mam różne ścięcia z pracownikami, nie zawsze robię to, co bym chciała, to mimo wszystko praca tam jest dla mnie przyjemnością. Szkoda tylko, że staże są tak licho płatne, ale gdyby nie to, spędziłabym cztery miesiące w domu, więc cieszę się, że spędzam większość swojego czasu właśnie tam.
W tym tygodniu będę mieć urlop. Nie zmienia to jednak faktu, że w Ośrodku i tak będę się pojawiać. W poniedziałek (w ramach nadgodzin) zaoferowałam się do pomocy w plakatowaniu, we wtorek spotykamy się na próbie, a w czwartek nagrywamy piosenki na Dożynki.















Jeżeli chodzi o wyjazdy, to w czerwcu byłam trzy dni w Rewalu, właśnie z Ośrodkiem Kultury. Celem naszego wyjazdu było uświetnienie śpiewem spotkania Sybiraków, śpiewaliśmy zarówno patriotyczne utwory pod pomnikiem, jak i rozrywkowe w ramach koncertu dla nich. W Rewalu na takim wyjeździe byłam już dwa razy i jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, za rok również pojadę, ale będzie to już ostatnie, XX spotkanie Sybiraków w tym miejscu.



















W lipcu do Polski przyjechała Gabrysia, chciałyśmy to jak najlepiej wykorzystać. Pojechałyśmy na jedną noc pod namioty do Sierakowa. Tutaj tak naprawdę najbardziej wdzięczna powinnam być mojemu przyjacielowi, który załatwił nam namiot, materac, a nawet kołdrę i koc oraz przez pół drogi nawigował mnie przez telefon. Bez jego pomocy ten wyjazd na pewno by nam się nie udał. Co do samego wyjazdu, miałyśmy niesamowite szczęście do pogody - na zmianę było gorąco i lało. Idąc na spacer zostawiłyśmy otwarty namiot i akurat zaczęło lać... później, po powrocie, wyszło słońce, zdjęłyśmy plandekę z góry, by na niej usiąść i pograć na gitarze, znów zaczęło lać. My się schowałyśmy z gitarą do namiotu, o plandece nie pomyślałyśmy, więc znów wszystko nam zamokło. Cóż, będziemy ten wyjazd pewnie długo wspominać. Było jednak świetnie! O ile pierwszego dnia obiecywałyśmy sobie nigdy więcej namiotów, tak po przebudzeniu stwierdziłyśmy, że to świetna sprawa i na pewno to powtórzymy!













Jeśli chodzi o moją aktywność fizyczną, to cały czas staram się jej pilnować. Przede wszystkim sprawia mi to po prostu przyjemność. Dostałam bon na siłownię, wykorzystałam go na miesięczny karnet i cały sierpień regularnie chodzę. Na początku mi się podobało, bo wiecie, to zawsze trochę coś innego, ale teraz tak myślę, że bieganie daje mi więcej satysfakcji. Z maszynami jest taki problem, że niesamowicie bolą mnie na nich kolana, a jednak wolałabym nie ryzykować żadną kontuzją. Odkryłam, że świetnie ćwiczy się pośladki przy użyciu taśmy gimnastycznej i chyba po prostu się w taką zaopatrzę. Na początku maja wzięłam udział w Biegu Papieskim na 10 km, dałam radę, było super, a teraz mimo, iż od października wyprowadzam się do Poznania na studia, to zamierzam zapisać się na Bieg Niepodległościowy w moim mieście. Chyba jednak wolę pobiec tu, niż w Poznaniu. W ogóle mieszkając w Lipie, brakuje mi biegania po Obornikach. Muszę coś wymyślić, by jednak mieć szansę wrócić na moje ulubione trasy.








To już chyba na tyle, jeśli chodzi o skrótowy opis mojego życia po maturze. Najdłuższe wakacje życia spędzam w pracy, ale w miejscu, gdzie uwielbiam być.
A jeszcze jeden dodatek - wciąż uczę się grać na gitarze, daje mi to niesamowitą przyjemność, do tego przyjaciel pożyczył mi swoją gitarę akustyczną, która po prostu zawładnęła moim sercem i chyba będę je mieć złamane gdy przyjdzie czas, że będę ją musiała oddać. Jest po prostu cudowna!!

Przy okazji, mimo, że przed maturą ścięłam koło 10 cm włosów, to po maturze... ścięłam kolejne 10 cm. I nie żałuję! W tej fryzurze czuję się naprawdę dobrze. Czasami brakuje mi włosów do talii, ale miałam je wtedy zniszczone, a teraz może uda mi się zapuścić zdrowe. Tak czy siak, ta długość mi się podoba.. i ma jeden plus - nawet rozczochrana wyglądam dobrze, haha. 

Do zobaczenia w następnym poście!









11 maja 2017

Wycieczka do Kórnika #3

Cześć Wszystkim! :)

Kiedy niedawno przeczytałam posta na blogu http://www.blondhaircare.com/ , gdzie autorka pokazywała zdjęcia z Kórnika - od razu wiedziałam, że wykorzystam fakt posiadania prawa jazdy i tam pojadę. Nie wiedziałam tylko kiedy i z kim, ale tak wyszło, że dziś w końcu wyszło słońce, a Oskar chciał jechać ze mną, więc wycieczka zaliczona!

Pierwszy raz prowadziłam samochód na autostradzie, w dodatku jechałam w miejsce, w którym nigdy nie byłam. Miałam co prawda nawigację, ale była ona włączona bardziej, by kierować "w razie czego", a mimo wszystko kierowałam się znakami i radami przyjaciela, który wczoraj ambitnie tłumaczył mi, jak dojechać. Stwierdził, że jestem odważna, haha. To się nazywa wiara w młodego kierowcę!

Jako pierwszy zwiedziliśmy zamek. Trzeba było ubrać przezabawne "kapcie" na swoje obuwie. Zamek w środku jest piękny! Dlaczego nie urodziłam się jakieś 200 lat temu, jako księżniczka?
Po wyjściu z niego udaliśmy się do arboretum. To jest po prostu coś niesamowitego i nawet nie będę starała się opisywać - po prostu pokażę Wam zdjęcia. Mój telefon jest bogatszy o dokładnie 210 fotografii z tego wyjazdu.
Poza arboretum, pochodziliśmy też trochę po mieście - zwiedziliśmy rynek oraz szliśmy kawałek brzegiem jeziora.

Cały wyjazd uważam za bardzo udany i jestem z siebie dumna jako kierowca, haha. :D











































































































19 kwietnia 2017

Wycieczka po okolicy #2

Hej!
Przerwa świąteczna i sporo wolnego czasu poskutkowały jeszcze jednym bliskim wyjazdem. W sumie była to bardzo spontaniczna decyzja. Pojechaliśmy z Danielem do Chludowa, do parku i muszę przyznać, że jest tam naprawdę ładnie!

Chciałabym dowiedzieć się, gdzie jeszcze, w miarę niedaleko, znajdują się jakieś ciekawe miejsca, do których można by tak po prostu pojechać w luźniejszy dzień, tym bardziej, gdy będzie już ciepło. Niedługo zakończenie roku i weekend majowy, coś muszę wymyślić!

Doszłam do wniosku, że zdecydowanie powinnam kupić aparat. Chociaż taki mały, prosty, ale bardzo by mi się przydał. Lubię robić zdjęcia, jednak telefonem... to mimo wszystko, nie to samo, co aparatem.