3 października 2017

Początek studiów; akademik

Cześć!
Moje najdłuższe wakacje w życiu minęły. Od niedzieli mieszkam w Poznaniu, w akademiku i oficjalnie jestem studentką UAM. W sumie nie wiem, czy to już do mnie dociera. Z koleżanką z pokoju stwierdziłyśmy, że na razie czujemy się jak na wakacjach. Spędzę w tym budynku i w tym mieście kolejny rok, ale tym razem już nie szkolny, a akademicki.

Gdy 1,5 tygodnia przed przeprowadzką do Babilonu przyjechałam tutaj, by w ogóle obejrzeć ten akademik, byłam przerażona. Naprawdę. Wybitnie stare meble, wystrój jak w PRL, koedukacyjne łazienki. Jestem tu od niedzieli. Mieszkam w pokoju trzyosobowym z dziewczynami, które poznałam tak naprawdę dopiero tutaj (wcześniej tylko pisałyśmy na fb i umówiłyśmy się na wspólny pokój) i póki co, zaczyna mi się tu podobać. Z naszymi rzeczami, kolorowymi pościelami, biało-zieloną ceratą i firankami ten pokój wygląda kompletnie inaczej. W weekend jak pojadę do domu chcę jeszcze zabrać kwiaty, które dostałam od pracowników Ośrodka Kultury, w którym miałam staż całe wakacje - jednego na urodziny i jednego na zakończenie pracy. Wiecie, że mi naprawdę się w tym domu kultury podobało? Tak, mam sporo nadgodzin, za które nikt mi nie zapłaci. Tak, zdarzało mi się mocno zdenerwować gdy ktoś robił mi pod górkę, albo traktował jak dużo gorszą, ale zdecydowana większość pracowników była dla mnie życzliwa, traktowała mnie jak równą sobie, doceniała. Podobały mi się dyżury na kinie (na jednym przyniosłam do sekretariatu gitarę, umilając nam tym czas), pomaganie przy półkolonii, robienie zdjęć, koncerty, imprezy. Moja polonistka z liceum, gdy mnie spotkała na jednym z koncertów, stwierdziła, że ''jestem w swoim żywiole".. i miała w sumie sporo racji. Ten czas jednak już za mną, planuję wciąż chodzić na warsztaty wokalne do OOK, tak jak już od prawie dwóch lat i na razie nie zapowiada się, by cokolwiek miało mi z tym kolidować.






Najcudowniejsza na świecie gitara miała już wrócić do swojego właściciela, ale wybłagałam, by została u mnie. Przystawka jest naprawiona, więc na występy będę mu ją oddawać, ale ogólnie... mieszka sobie w mojej szafie w akademiku, a plan mam na tyle fajny, że są dni, kiedy jestem sama w pokoju, więc mam kiedy grać! Jasne, pewnie za niedługo ten samotny czas będę wykorzystywać na naukę, ale na razie... gitara. ♥ 

W akademikach, co oczywiste, nie wolno trzymać zwierząt. A ja przecież jestem ''mamą'' Ciapusia. Nie chciałam zostawić go w domu, bo zamknięty w moim pokoju byłby zapomniany przez moją mamę, a gdyby zostawiła otwarte drzwi, to zjadłyby go koty. Z tego powodu znalazłam mu "adopcję". Zajmuje się nim mój facet. Mieszka sobie w pokoju z balkonem (chociaż to nie jest pewne, czy przypadkiem nie wędruje razem z opiekunem, haha) i wiem, że ma dobrą opiekę i zainteresowanie. A przy okazji każda nasza rozmowa telefoniczna zaczyna się od powiedzenia mi, co u Ciapka. Jestem ciekawa, czy tak będzie przez cały kolejny rok, haha. 









Ostatnie kilka dni września miałam też ogromny przypływ kreatywności. Zapragnęłam zrobić sobie sama kalendarz. Co prawda, posłużyłam się gotowymi szablonami stron (DesignYourLife), ale okładki zaprojektowałam sama, drukowałam, układałam, bindowałam... i jestem z siebie niesamowicie dumna, haha. 
Pierwotnie kalendarz miał być jeden, potem dwa (podzielony po pół roku), ale ze względu na możliwości pożyczonej bindownicy i grzbiety, jakie udało mi się załatwić.. zrobiłam cztery. W każdym jest miejsce na trzy miesiące. Może nawet lepiej, jeden taki organizer nie jest ciężki, nie zajmuje dużo miejsca, zawsze mogę go wrzucić do torebki. 





Tak naprawdę o samych studiach nie mam jeszcze co dużo opowiadać. Dzisiaj miałam dopiero pierwszy wykład (i jedyny, resztę dnia mam wolnego). Podobał mi się, był ciekawy i gdyby wszystkie takie były... niestety nasłuchałam się już o przedmiocie, z którego większość osób rok temu miała warunek i mam nadzieję tylko, że mimo wszystko sobie z nim poradzę. Cieszę się jednak, że akurat ten pierwszy wykład zrobił na mnie pozytywne wrażenie. Do akademika też się przyzwyczajam, pewnie z czasem będzie tylko lepiej. Jeszcze tylko muszę ogarnąć Poznań, albo chociaż najpotrzebniejsze mi okolice, bo... chciałabym jednak biegać. W ostatnim czasie dobrze mi szło, jeśli chodzi o motywację, a przecież zapisałam się na Bieg Niepodległości w Obornikach! Lepszego czasu na pewno mieć nie będę, ale chciałabym go przebiec chociaż tak jak ten zeszłoroczny. Daje sobie jeszcze kilka dni na poznanie Poznania i koniec lenistwa. 


27 sierpnia 2017

Po maturze

Cześć!
Mój blog na długi czas znów umarł. Wciąż aktywnie jednak prowadzę instagrama, także - zapraszam!
Ostatni post pojawił się w maju, między maturami. Od tego czasu wiele się wydarzyło.

Przede wszystkim - zdałam maturę! O ile z wyników z podstaw jestem bardzo zadowolona, tak z przedmiotów rozszerzonych mniej, ale ostatecznie zdałam. Dostałam się także na studia - od października będę studentką Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Przyznano mi miejsce w akademiku, niestety w pokoju trzyosobowym, ale może będę mieć tyle szczęścia, by trafić na naprawdę sympatyczne współlokatorki - wszystko okaże się jesienią.

Długo zastanawiałam się, czy na wakacje podjąć się jakiejś pracy, czy nie. Ostatecznie, gdy już postanowiłam mieć najdłuższe wakacje w życiu, zadzwonił do mnie dyrektor z Obornickiego Ośrodka Kultury z propozycją stażu. Bez zastanowienia zgodziłam się. Bardzo lubiłam spędzać tam czas, bywałam i na imprezach, które mnie interesowały, i na takich, których sensem dla mnie było przegadanie ich w kuchni z pracownikami. Staż mam do końca września, więc praktycznie nie mam wakacji, ale ... nie żałuję. Chociaż mam różne ścięcia z pracownikami, nie zawsze robię to, co bym chciała, to mimo wszystko praca tam jest dla mnie przyjemnością. Szkoda tylko, że staże są tak licho płatne, ale gdyby nie to, spędziłabym cztery miesiące w domu, więc cieszę się, że spędzam większość swojego czasu właśnie tam.
W tym tygodniu będę mieć urlop. Nie zmienia to jednak faktu, że w Ośrodku i tak będę się pojawiać. W poniedziałek (w ramach nadgodzin) zaoferowałam się do pomocy w plakatowaniu, we wtorek spotykamy się na próbie, a w czwartek nagrywamy piosenki na Dożynki.















Jeżeli chodzi o wyjazdy, to w czerwcu byłam trzy dni w Rewalu, właśnie z Ośrodkiem Kultury. Celem naszego wyjazdu było uświetnienie śpiewem spotkania Sybiraków, śpiewaliśmy zarówno patriotyczne utwory pod pomnikiem, jak i rozrywkowe w ramach koncertu dla nich. W Rewalu na takim wyjeździe byłam już dwa razy i jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, za rok również pojadę, ale będzie to już ostatnie, XX spotkanie Sybiraków w tym miejscu.



















W lipcu do Polski przyjechała Gabrysia, chciałyśmy to jak najlepiej wykorzystać. Pojechałyśmy na jedną noc pod namioty do Sierakowa. Tutaj tak naprawdę najbardziej wdzięczna powinnam być mojemu przyjacielowi, który załatwił nam namiot, materac, a nawet kołdrę i koc oraz przez pół drogi nawigował mnie przez telefon. Bez jego pomocy ten wyjazd na pewno by nam się nie udał. Co do samego wyjazdu, miałyśmy niesamowite szczęście do pogody - na zmianę było gorąco i lało. Idąc na spacer zostawiłyśmy otwarty namiot i akurat zaczęło lać... później, po powrocie, wyszło słońce, zdjęłyśmy plandekę z góry, by na niej usiąść i pograć na gitarze, znów zaczęło lać. My się schowałyśmy z gitarą do namiotu, o plandece nie pomyślałyśmy, więc znów wszystko nam zamokło. Cóż, będziemy ten wyjazd pewnie długo wspominać. Było jednak świetnie! O ile pierwszego dnia obiecywałyśmy sobie nigdy więcej namiotów, tak po przebudzeniu stwierdziłyśmy, że to świetna sprawa i na pewno to powtórzymy!













Jeśli chodzi o moją aktywność fizyczną, to cały czas staram się jej pilnować. Przede wszystkim sprawia mi to po prostu przyjemność. Dostałam bon na siłownię, wykorzystałam go na miesięczny karnet i cały sierpień regularnie chodzę. Na początku mi się podobało, bo wiecie, to zawsze trochę coś innego, ale teraz tak myślę, że bieganie daje mi więcej satysfakcji. Z maszynami jest taki problem, że niesamowicie bolą mnie na nich kolana, a jednak wolałabym nie ryzykować żadną kontuzją. Odkryłam, że świetnie ćwiczy się pośladki przy użyciu taśmy gimnastycznej i chyba po prostu się w taką zaopatrzę. Na początku maja wzięłam udział w Biegu Papieskim na 10 km, dałam radę, było super, a teraz mimo, iż od października wyprowadzam się do Poznania na studia, to zamierzam zapisać się na Bieg Niepodległościowy w moim mieście. Chyba jednak wolę pobiec tu, niż w Poznaniu. W ogóle mieszkając w Lipie, brakuje mi biegania po Obornikach. Muszę coś wymyślić, by jednak mieć szansę wrócić na moje ulubione trasy.








To już chyba na tyle, jeśli chodzi o skrótowy opis mojego życia po maturze. Najdłuższe wakacje życia spędzam w pracy, ale w miejscu, gdzie uwielbiam być.
A jeszcze jeden dodatek - wciąż uczę się grać na gitarze, daje mi to niesamowitą przyjemność, do tego przyjaciel pożyczył mi swoją gitarę akustyczną, która po prostu zawładnęła moim sercem i chyba będę je mieć złamane gdy przyjdzie czas, że będę ją musiała oddać. Jest po prostu cudowna!!

Przy okazji, mimo, że przed maturą ścięłam koło 10 cm włosów, to po maturze... ścięłam kolejne 10 cm. I nie żałuję! W tej fryzurze czuję się naprawdę dobrze. Czasami brakuje mi włosów do talii, ale miałam je wtedy zniszczone, a teraz może uda mi się zapuścić zdrowe. Tak czy siak, ta długość mi się podoba.. i ma jeden plus - nawet rozczochrana wyglądam dobrze, haha. 

Do zobaczenia w następnym poście!









11 maja 2017

Wycieczka do Kórnika #3

Cześć Wszystkim! :)

Kiedy niedawno przeczytałam posta na blogu http://www.blondhaircare.com/ , gdzie autorka pokazywała zdjęcia z Kórnika - od razu wiedziałam, że wykorzystam fakt posiadania prawa jazdy i tam pojadę. Nie wiedziałam tylko kiedy i z kim, ale tak wyszło, że dziś w końcu wyszło słońce, a Oskar chciał jechać ze mną, więc wycieczka zaliczona!

Pierwszy raz prowadziłam samochód na autostradzie, w dodatku jechałam w miejsce, w którym nigdy nie byłam. Miałam co prawda nawigację, ale była ona włączona bardziej, by kierować "w razie czego", a mimo wszystko kierowałam się znakami i radami przyjaciela, który wczoraj ambitnie tłumaczył mi, jak dojechać. Stwierdził, że jestem odważna, haha. To się nazywa wiara w młodego kierowcę!

Jako pierwszy zwiedziliśmy zamek. Trzeba było ubrać przezabawne "kapcie" na swoje obuwie. Zamek w środku jest piękny! Dlaczego nie urodziłam się jakieś 200 lat temu, jako księżniczka?
Po wyjściu z niego udaliśmy się do arboretum. To jest po prostu coś niesamowitego i nawet nie będę starała się opisywać - po prostu pokażę Wam zdjęcia. Mój telefon jest bogatszy o dokładnie 210 fotografii z tego wyjazdu.
Poza arboretum, pochodziliśmy też trochę po mieście - zwiedziliśmy rynek oraz szliśmy kawałek brzegiem jeziora.

Cały wyjazd uważam za bardzo udany i jestem z siebie dumna jako kierowca, haha. :D